|
|
W pamiętniku przeczytasz o imprezach, wyjazdach, szkoleniach i wydarzeniach w jakich braliśmy udział w ostatnim czasie. Krótkie, ilustrowane relacje to kolejne etapy działalności Nowa AMA. Pamiętnik prowadzony jest od czasu kiedy powstał pomysł jego tworzenia i wspomnienia w nim zawarte nie wyczerpują naszej historii.
| | Bornholm, 24 - 27 czerwca 2010 |
Bałtyk bywa kapryśny i nieprzewidywalny, zwłaszcza, jeśli chodzi o pogodę... Tak zaczynała się relacja z kursu wrakowego, który przeprowadziliśmy dwa tygodnie wcześniej na Helu. Tym razem jednak zostaliśmy zaskoczeni przez pogodę w dokładnie odwrotny sposób... W piątek z bezchmurnego nieba lał się słoneczny żar, a na powierzchni morza nie pojawiła się nawet zmarszczka - wiatr postanowił wiać gdzie indziej. W sobotę przypomniał sobie o nas, uniemożliwiając nurkowanie na gigantycznym wraku Fu Shan Hai, pojawiło się też trochę chmur, jednak szybko sobie poszły. Natomiast w niedzielę mieliśmy powtórkę z piątku  A wraki... były piękne... Czekały na nas spokojnie w ciemnozielonej, przejrzystej wodzie, za każdym razem rzucając na nas swój tajemniczy urok i sprawiając, że cytat ze Shreka "zostajemy do środy", pojawiał się praktycznie po każdym nurkowaniu  .
Piotrek Gliszczyński
Zdjęcia: Paweł Borkowski, Mirek Kopeć, Piotrek Gliszczyński
Fotorelacja >>> |
| Hel, 11 - 13 czerwca 2010, kurs WM1 |
Bałtyk bywa kapryśny i nieprzewidywalny, zwłaszcza jeśli chodzi o pogodę... O tym wiedzą wszyscy, którzy nurkują w jego wodach. Również 12 uczestników ostatniego kursu wrakowo morskiego dowiedziało się o tym w bardzo jednoznaczny sposób - w sobotę Zatoka Pucka przypominała duże jezioro, pod błękitnym i słonecznym niebem, a w niedzielę bosmanat odprawił nas z portu z kwitkiem (konkretnie z zakazem wypłynięcia), ponieważ stan morza oscylował gdzieś między 4 a 5 w skali Beauforta... Niebo schowało się za wiszącymi nisko, ciemnymi chmurami, z których co chwila spadało trochę deszczu, a porywisty, silny wiatr zrywał pieniste wierzchołki fal. Ale sobotnie nurkowania były fajne. Wbrew złowieszczym prognozom, fala powodziowa, która właśnie wlewała się z Wisły do Bałtyku nie zredukowała przejrzystości wody do zera - widoczność była, jak na czerwiec, całkiem normalna, około 5 metrów. Mieliśmy też niecodzienną okazję zasmakować luksusu, jakim jest winda, dzięki której nurek wydostaje się z wody na pokład łodzi bez najmniejszego wysiłku  .
Piotrek Gliszczyński
Zdjęcia: Joanna Herman, Janusz Wojtyna
Fotorelacja >>> |
| Hańcza 02 – 06 czerwca 2010 |
Jeżeli, przeciętnie, każdy zje po 4 pierogi to na obiad pani Irenka musiała podać 216 pierogów. Czyli, jak nie trudno obliczyć, w tym roku wybraliśmy się na Hańczę grupą liczącą 54 osoby. A wracając do pierogów to musiało ich być znacznie więcej, bo nasza kadra zjada statystycznie po 14 pierogów na osobę...Tak więc stały punkt wyprawy był realizowany bez zakłóceń: demoniczne ilości przepysznego jedzenia podawane regularnie 3 razy dziennie w porach karmienia. Druga pozycja na liście priorytetów to nurkowanie. Bardzo sprawne i stojące na wysokim poziomie ze względu na umiejętności uczestników. Dzięki „miejscowym” kontaktom udało nam się dotrzeć na nowe miejsce nurkowe. Dwie przepiękne ścianki w jednej zatoce, którą bez wahania nazwaliśmy „Lwi pazur”. Do tego nurkowania na tradycyjnych ściankach od strony Błaskowizny, wizyta na Białym Filipowskim oraz nurkowanie nocne z ogniskiem na „Czarcim rogu”. Nie zabrakło oczywiście prezentacji zdjęć z wyprawy do kamieniołomów Saksonii oraz pieczonego na rożnie koziołka. I tą właśnie kulinarną klamrą podkreślam swoją niezmierzoną i pełną niecierpliwości chęć ponownego wyjazdu na Hańczę...
Jacek Paradowski
Zdjęcia: Betty, Emilka Natunewicz, Monika Kornecka, Ania Dukalska, Grzesiek Wesołowski
Fotorelacja >>> |
| Dahab, 18-25 maja 2010 |
Chmurę wulkaniczną, która o mały włos nie pokrzyżowała nam planów nurkowych podczas kwietniowego przyjazdu do Dahab zostawiliśmy daleko w tyle... Tym razem - w maju - w Egipcie miało być już tylko gorąco  . I było! Nawet miejscowa Izba ds. Nurkowania i Sportów Wodnych stanęła na wysokości zadania. Dzięki jej nowym uregulowaniom prawnym w sprawie maksymalnych głębokości nurkowania na powietrzu, naszym nurkom technicznym na czoła wystąpiły kropelki potu... Po męsku otarli je jednak grzbietem dłoni i wspólnie z pilnie ćwiczącymi kursantami i podziwiającymi piękno podwodnego świata nurkami turystycznymi zanurzyli się pomiędzy rafy Morza Czerwonego. Także i tym razem jego mieszkańcy nie zawiedli nas wszystkich - dane nam było ujrzeć zarówno korale, pływające wśród nich ciekawskie błazenki jak i majestatycznie unoszące się w błękitnej toni morskie żółwie. Nurkowania na Islands, rejs łodzią na Gabr El Bint oraz nurkowanie "Ligthhouse nocą do dna" przejdą do historii  . Dla nas wszystkich majowy wyjazd do Dahab stał się prawdziwymi "wakacjami z Nową AMĄ". I to w pełnym słońcu  .
Michał Gólcz
Zdjęcia: Mariusz Krystoń, Piotr Gliszczyński
Fotorelacja >>> |
| Jezioro Białe, 08 - 09 maja 2010 - kurs SS1 |
Zanurzenia w zielonkawej wodzie jeziora Białego podczas majowego kursu nurkowania w suchym skafandrze dla niektórych z nas były rozpoczęciem sezonu nurkowego. Było wiadomo, że pierwsze kroki będą trudne. Nowy sprzęt, a w szczególności dwa nowe zawory zmusiły nas do większej koncentracji. Najprzydatniejszym ćwiczeniem okazało się "zapobieganie wyrzucaniem nogami w górę". Oczywiście nie obyło się bez małych problemów, ale daliśmy radę! Prawie wszystkim udało się zrobić fikołka i nie wylecieć do góry butami  . Teraz jesteśmy w pełni gotowi na podbój zimnych wód. Tak więc kurs dla "zmarzluchów" został zakończony wielkim sukcesem!  .
Agata Dąbrowska
Zdjęcia: Emilia Natunewicz, Monika Kornecka
Fotorelacja >>> |
| Saksonia, 30 kwietnia - 3 maja 2010 |
Kiedy ostatnio byliśmy w Saksonii (pół roku temu, w listopadzie), Horka, Prelle i Sparmann zachwyciły nas wieloma rzeczami, głównie krystaliczne przejrzystą wodą. Tym razem było trochę inaczej... Horka, prawdziwa podwodna Kraina z Bajki, w której nurkowaliśmy trzy razy pierwszego dnia, przywitała nas, jak zwykle, przyjaźnie. Woda była przejrzysta i jasna, a buszowanie w niej, w poszukiwaniu licznych artefaktów, utrzymanych w lokalnym klimacie "wschodnich landów" (gipsowe krasnale i rekiny, porcelanowe figurki...), było radosną przyjemnością... Ale już Prelle i Sparmann zafundowały nam bardziej ekstremalne doznania, o czym świadczyć może następujący dialog:
Ja: What's the visibility now?
Jost (administrator bazy w Sparmann): Visibility is not so good in shallow water... But it gets better with the depth  .
Ja: "Not so good" means...?
Jost: One meter...  .
Cóż, faktycznie, po przebiciu się przez mgłę zalegającą do głębokości kilkunastu metrów można było cieszyć oczy wspaniałymi skalnymi krajobrazami Prelle i Sparmanna. Paradoksalnie tak kiepska widoczność w płytkiej wodzie, mimo iż trochę uciążliwa, okazała się bardzo przydatna - dzięki niej wszyscy zachowywali większą czujność... A jak przyjedziemy jesienią, woda znów będzie krystalicznie czysta  .
Piotrek Gliszczyński
Zdjęcia: Ania Dukalska, Ania Wilbik, Wojtek Fokciński, Kornel Kornecki, Grzesiek Wesołowski, Michał Gólcz, Piotrek Gliszczyński
Fotorelacja >>> |
| Dahab, 21 - 28 kwietnia 2010 |
Nad tym wyjazdem zawisła groźnie wielka chmura popiołów wulkanicznych... Aż do końca nie było wiadomo, czy w ogóle uda nam się dotrzeć do Dahab. Ostatecznie udało się, choć, niestety, dolecieliśmy z jednodniowym opóźnieniem. Dziwnie wyglądało Dahab w kwietniu (prawdziwy początek sezonu) takie puste - z powodu rzeczonej chmury, od prawie tygodnia nie mogli się tu dostać nurkowie z niemal całej Europy... Na szczęście nie miało to żadnego wpływu na życie toczące się pod powierzchnią Morza Czerwonego, może tylko ryby wyglądały na nieco zdezorientowane - dlaczego tych nurków tak mało...?
Piotrek Gliszczyński
Zdjęcia: Magdalena Ciosek, Monika Szczerbowska, Piotr Majchrzak
Fotorelacja >>> |
| Hańcza, 16 - 18 kwietnia 2010 - kurs PN2 i nurkowania techniczne |
Dużo sprzętu. Dużo nowego, ciężkiego, sprzętu. Stage, skrzydła, zdublowane automaty, uprzęże, boje i kołowrotki. Wszystko w nowych konfiguracjach. Dotychczas znany i sprawdzony sprzęt okazuje się zawodny lub niewystarczający... Zmiany, poprawki przed i po każdym nurkowaniu. Praca, praca, praca i jeszcze raz praca. Do tego głębokość, prawie godzinne nurkowania, temperatura wody 6 st. i wykłady: okienko tlenowe, diveplanner, runtime i dekompresja "on fly"... Inny sposób nurkowania, inne planowanie, inne procedury awaryjne i odmienne podejście - do siebie, do sprzętu, do partnera... Wyzwania, wyzwania, wyzwania, wyzwania... Jednym słowem - nurkowanie techniczne! Uczestnicy kursu PN2 nad Hańczą stanęli przed niełatwym zadaniem. Dla doświadczonych nurków ten wyjazd był z kolei okazją do treningu w naprawdę trudnych warunkach. Nagrodą były satysfakcja z przekroczenia granicy pomiędzy nurkowaniami rekreacyjnymi i technicznymi, oraz zadowolenie z dobrze wykonanych nurkowań. Wieczorem, na "osłodę" dla wszystkich, jak zawsze były kartacze. Oczywiście w odpowiednich, "technicznych" rozmiarach. Czyż mogliśmy nie wyjechać uśmiechnięci?  .
Michał Gólcz
Zdjęcia: Ewa Lenarczyk, Jacek Paradowski, Mirosław Kopeć, Piotr Koprowicz, Mariusz Krystoń
Fotorelacja >>> |
| Dahab, 16 - 23 marca 2010 |
Nie było mnie w Dahab zaledwie 2 tygodnie, a już zdążyłem się stęsknić... Tym razem suchy skafander został w domu i w piance poczułem się od razu zdecydowanie swobodniej. Nie nękały nas też żadne anomalie pogodowe - wiał równy, uczciwy wiatr z północy, czasem trochę słabszy, czasem mocniejszy, ale jakże swojski. Pierwszy dzień wiosny stanął całkowicie na wysokości zadania - 21 marca zrobiło się, jak za dotknięciem czarodziejskiej różczki, zauważalnie cieplej, wręcz upalnie i bardziej słonecznie. Przez cały tydzień widać było również, jak podwodny świat budzi się do życia, po zimowej drzemce.
Piotrek Gliszczyński
Zdjęcia: Sandra Krąż, Judith Hannak, Ania i Tomek Łuczak
Fotorelacja >>> |
| Dahab, 23 lutego - 2 marca 2010 |
Pamiętając poprzednie zimowe wyjazdy do Dahab, tym razem zabrałem ze sobą suchy skafander... I całe szczęście, że moje obawy, co do temperatury wody, nie sprawdziły się ani trochę, bo skafander okazał się, niestety, niezbyt suchy... Wyjątkowo mroźna zima w Europie paradoksalnie sprawiła, że na Synaju (jak na całym Półwyspie Arabskim) ta pora roku była niespotykanie ciepła - temperatura powietrza dochodziła w styczniu do 40°C dzięki czemu temperatura wody wynosiła 24 stopnie  . Ale ciepła woda to nie koniec atrakcji-niespodzianek klimatycznych, jakie miało dla nas Dahab w trakcie tego tygodnia - mieliśmy okazję podziwiać burzę z prawdziwym deszczem i błyskawicami, a przedostatniego dnia zerwał się bardzo silny wiatr z południa (normalnie przeważają tu północne wiatry), który sprawił, że wewnątrz Blue Hole powstały półtorametrowe fale, a widoczność spadła do 2 metrów... Na szczęście następnego dnia wszystko wróciło do normy i ostatnie nurkowanie w Islands było bardzo przyjemne  .
Piotrek Gliszczyński
Zdjęcia: Grażyna, Radek i Grzegorz Orscy, Darek Syndybał, Wojtek Gębala, Essam
Fotorelacja >>> |
| Rybaki pod lodem, 12 - 14 lutego 2010 |
W kalendarzu luty, a za oknem zima, która zaczęła się pod koniec grudnia i wciąż trwa... Zaśnieżone drogi, chodniki i piękne łono natury... I my - grupa odważnych nurków, którym nie straszne mrozy, gruba pokrywa śnieżna i 35-centymetrowa tafla lodu! W ten weekend warunki pogodowe nad j. Łańskim zdecydowanie różniły się od panujących podczas poprzednich, tegorocznych wyjazdów. Po wyjściu z wody i dojściu do hangaru mój suchy skafander (z zewnątrz mokry...) nie przeradzał się (o dziwo!) w twardą, lodową zbroję, co miało miejsce gdy byłam w Rybakach w styczniu. Ciekawą odmianą był również brak kursu podlodowego...Nagle okazało się, że mamy dużo więcej czasu niż poprzednio, co było szczególnie miłe dla nas i dla organizatorów pewnie też  . Tak jak zawsze, także i tym razem na wyjeździe zebrała się duża ekipka ciekawych osobowości i integracja przy cieple ogniska przebiegła nadzwyczaj pomyślnie. Potem była penetracja wraka niedawno zatopionej łodzi, kolorowanki na podwodnej ceramice i oddychanie z bąbla powietrza uwięzionego pod taflą lodu  . To wszystko sprawiło mi mnóstwo frajdy i satysfakcji, czego nie mogę powiedzieć o niedzielnym popołudniu, kiedy to czar prysł i nadszedł czas powrotu do rzeczywistości...Na szczęście w marcu kolejny wyjazd pod lód!
Ewa Lenarczyk
Zdjęcia: Monika i Kornel Korneccy, Krzysztof Olszowiec, Betty
Fotorelacja >>> |
| Rybaki pod lodem, 22 - 24 stycznia 2010 |
Jeśli ktoś myślał, że nasze poprzednie nurkowania podlodowe w Rybakach (tydzień wcześniej) odbywały się w ekstremalnych warunkach (temperatura w piątkową noc spadła do -21°C, w dzień wahała się w okolicach -7°C), stanowczo powinien zrewidować swoje poglądy - tym razem temperatura w sobotę nie chciała podnieść się ponad poziom -17°C, a w niedzielny poranek, gdy zmierzaliśmy na śniadanie, było dokładnie 10 stopni zimniej... Nie przeszkodziło nam to jednak wcale cieszyć się nurkowaniami, zwłaszcza że przez cały weekend towarzyszyło nam wesoło świecące z błękitnego nieba słońce, dzięki któremu oglądana od spodu tafla lodu wyglądała jeszcze piękniej. A z panującym na powierzchni mrozem radziliśmy sobie przy pomocy naszej kochanej sauny. Tak jak tydzień temu, zamarzło kilka automatów i parę inflatorów, ale większość sprzętu działała niezawodnie. Czas płynął nieubłaganie i mijał szybko na nurkowaniach, wykładach, posiłkach i seminarium poświęconym konieczności dbania o automaty oddechowe, zwłaszcza w zimie, więc ani się obejrzeliśmy, a tu już niedzielny obiad, czas pakowania i powrotu do domu. Żal było już wyjeżdżać, bo (mimo arktycznych mrozów) było naprawdę pięknie... A teraz pozostaje tylko trzymać kciuki, żeby zima potrwała jeszcze trochę, ponieważ w połowie lutego wracamy do Rybaków  .
Piotrek Gliszczyński
Zdjęcia: Monika Kornecka, Edyta Paduch, Stefan Rutkowski
Fotorelacja >>> |
| Rybaki pod lodem, 15 - 17 stycznia 2010 |
Tegoroczna zima zagwarantowała lód na jeziorze na długo przed planowanym terminem wyjazdu... Co więcej, aura zdecydowanie przerosła nasze oczekiwania. "Dajże spokój, w taki mróz!? Śniegu tyle! Nie dojedziesz! Zamienisz się w wielki sopel lodowy!". Tyle usłyszałam od znajomych... Z tak silnym "poparciem" jechałam przekonana, że z zaplanowanych 3 nurków uda mi się zrobić najwyżej jeden (a potem już będę zapowiedzianym "soplem lodu", a nie nurkiem), może żadnego...
Na miejsce dojechaliśmy późnym wieczorem. Na ostatnim rozdrożu w lesie ogarnęło mnie wrażenie, że znalazłam się w bajkowej krainie Królowej Śniegu. Zmrożona tafla jeziora Łańskiego zachęciła mnie do powitalnego spaceru. Wokół był tylko skrzypiący mróz, nad głową nieprzebrane bogactwo gwiazd. Gdzie-niegdzie w tafli widziałam małe dziurki wycięte przez wędkarzy. Jutro sprawimy, że w tafli przybędzie kilka nieco większych, trójkątnych, super elegancko oprawionych deskami i sitowiem otworów, skupiających naszą uwagę przez kolejne dwa dni.
Przygotowanie przerębli to fragment fantastycznej zabawy, ale i świadomych działań dla zapewnienia bezpieczeństwa sobie i współużytkownikom. Po śniadaniu prace "budowlane" ruszyły więc na całego i na tyle mnie rozgrzały, że już więcej się nie wahałam. Ruszyłam do hangaru, by szykować swój sprzęt do nurkowania. Większość z nas w "suchych", ja wśród nielicznych w piance. Brrrr! Ktoś powiedziałby - szaleństwo. Ja też tak myślałam, szczególnie rano, gdy odkryliśmy, że jest minus 18 stopni, ale to było rano  . Na zdrowy rozum, pod wodą mogło być tylko cieplej (i to o jakieś 20 stopni!)  .
Nurkowania turystyczne dla każdego z nas to okazja nie tylko do ćwiczeń ratowniczych ze śrubą, kołowrotkiem i kompasem. To także eksploracja ukrytego pod taflą podwodnego świata. Podpatrujemy śpiące nad platformą okonie, zaglądamy do niedawno zatopionej łodzi, zachwycamy się wyjątkową przejrzystością wody. Tak, kto by uwierzył, że na Łańskim to możliwe - kilkunastometrowa widoczność poprzez głęboką zieleń toni!
Ci, którym udało się utrzymać sprawność sprzętu (mój nie zamarzł - hura!) nie doświadczyli co prawda awaryjnego wyciągania na linie, ale mogli za to oddać się zabawie w rozpraszanie zebranych pod taflą bąbli powietrza, chodzeniu na czworaka pod wodą, podziwianiu lodowych kryształów, stawaniu głową w dół, a na koniec... z dziecięcą radością poślizgać się na płetwach w kierunku wyjścia z przerębli. Nocą z kolei poszukiwaliśmy drogi do przerębli podążając za światłem latarki podawanym przez "asekurację" znajdującą się po "suchej stronie lodu", czujną na każde szarpnięcie liny, na każde stuknięcie w taflę lodu z "prośbą" o pomoc...
Po tych wspaniałych przeżyciach obiecałam sobie, z poczuciem zdobytej w ciągu tego niezapomnianego weekendu pewności, że za rok też będę nurkować pod lodem i znów jak mors wskoczę wykąpać się w przerębli. Nocą stanę przy ognisku rozpalonym na skraju zaśnieżonej polany choćby z pustym patykiem, choć jestem pewna, że smakowitych kiełbasek do pieczenia znów będzie w bród, i postoję chwilę, by spojrzeć w rozgwieżdżone niebo dekorowane czerwono-złocistymi iskrami pryskającymi z rozżarzonych szczap. Posłucham wszechobecnej ciszy i w otoczeniu kojącej natury znów spotkam mych nurkowych przyjaciół... Już tęsknię.
Anna Dukalska
Zdjęcia: Monika Kornecka, Anna Dukalska, Grzegorz Wesołowski, Magda i Krzysztof Olszowiec, Jarosław Stępień, Jarosław Bednarz
Fotorelacja >>> |
Wspomnienia z roku 2009
Wspomnienia z roku 2008
Wspomnienia z roku 2007
Wspomnienia z roku 2006
Wspomnienia z roku 2005
Wspomnienia z roku 2004
Wspomnienia z roku 2003
Wspomnienia z roku 2002
Wspomnienia z roku 2001
Wspomnienia z roku 2000
|
|
|
|